O mnie

"Jeśli jesteś uwięziony pomiędzy tym, co czujesz, a tym, co wypada zrobić i co pomyślą inni, zawsze wybieraj to, co może sprawić, że będziesz czuł się szczęśliwy. Chyba, że chcesz, by szczęśliwi byli wszyscy oprócz Ciebie!" Nie odkładam marzeń. Odkładam na marzenia:)

środa, 12 grudnia 2012

Rozprawy przyrodnicze

Wbrew wszystkim postanowieniom przyrodniczym na temat długości dnia i nocy, mam szczerą nadzieję, że na moim coraz krótszym odcinku o nazwie "(byle)do świąt" to dziś mija najdłuższy dzień i od teraz do świąt rozumianych jako WOLNE będzie już tylko z górki, z górki i z górki. A dzień w rozumieniu dnia roboczego będzie już coraz krótszy, krótszy i krótszy.:)

Nadal zbieram zapisy do uczestnictwa w akcji Mam czas. Póki co podpisała się pod nią koleżanka M.:) Dziękujemy za poparcie tej szczytnej inicjatywy społecznej.;)

wtorek, 11 grudnia 2012

Teoria względności, świąteczne PMS i akcja "Mam czas"

Z góry przepraszam za szczerość i wywlekanie intymnych treści, ale bez tego wątek nie wyjdzie. Otóż według takich tam norm i wyliczeń mój nastrój powinien być dziś zgoła inny, a i świat woków bardziej wkurzający. Śnieg za biały, dzień za zimny, woda za mokra, herbata zbyt herbaciana, itd. itp.;) W ogóle sam fakt, że pada śnieg i że święta za pasem powinien doprowadzić mnie do białej gorączki, wszak śnieg trzeba sprzątnąć, a święta to ZUO! No i tak by to miało wyglądać, a tymczasem obudziłam się nawet wyspana, padający za oknem śnieg wprowadził mnie w jakiś arcyświąteczny nastrój wielkiego oczekiwania. Ba! Nawet choinkę planowałam dziś ubierać! Wydębiłam więc od męża należącą mi się gotówkę i po przygotowaniu marnego dokumenciku (które poszło mi o dziwo gładko!) ruszyłam na polowanie na świąteczne akcesoria. Wcześniej odśnieżyłam sobie wjazd ( w kozakach na obcasie!).
Podjeżdżam na parking w centrum, śnieg wali niemiłosiernie, nie powiem, żeby wprowadziło mnie to w szaleńcze uszczęśliwienie, ale dałam radę. Podbiega pan parkingowy (który pracuje na zewnątrz od 7 do 17!), cały w skowronkach, a właściwie płatkach śniegu i krzyczy: "Ale pięknie, ale cudownie,prawda? Proszę zobaczyć, jak wszystko ślicznie wygląda, wspaniały ten śnieg, prawda?" Zauważył, że aż taki entuzjazm mi nie towarzyszy, więc podjął się przekonywania: "Cóż no, przecież jest zima! Teraz właśnie jest na to czas! Jak sama nazwa wskazuje - zimno, śnieg, biało! Ale jest pięknie! Teraz na to czas, wszystko ma swoją porę. Musi być teraz zimno, chyba że chcemy potem do maja chodzić w kurtkach!"
Ok, tym majem mnie przekonał.
Jakąś minutę później wchodzę do księgarni, a tam od progu wita mnie miłym uśmiechem, ale i przerażonym i niezadowolonym tonem pani sprzedawczyni (od 9 do 17 w cieplutkim sklepiku): "Ojejku! Ale się rozpadało. Znowu! A było tak ładnie już i nie padało, a tu dalej nasypie, achhh...masakra!"
Wstyd się przyznać - też pracuję w ciepłym i zadaszonym, a często bliżej mi do teorii tej pani. Może ci między książkami tak mają?;)

Komunikat drugi: dzisiaj startuje moja osobista akcja przedświąteczna pod kryptonimem MAM CZAS. Bo rzygać mi się już chce, kiedy kolejnej osobie mówię / piszę, że faktycznie myślę o Tobie już od dwóch tygodni, ale NIE MIAŁAM KIEDY SIĘ ODEZWAĆ... I kiedy sama sobie myślę, że faktycznie tyle fajnych rzeczy miałam zrobić, ale NIE MIAŁAM CZASU. No więc od dzisiaj MAM CZAS i niech mi ktoś tylko spróbuje pokrzyżować szyki!
A mottem akcji powinny być słowa znajomej, która zawsze, kiedy psioczymy na uroki swojego zawodu, mówi: "Pamiętaj, że to wszystko nie jest w ogóle ważne. Najważniejsza jest rodzina - tylko ona jest wartością." Bo co do cholery może być ważniejsze niż drugi człowiek. Na pewno nie kawałek świstka potrzebnego "na już"!
MAM CZAS start!:)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Mamy!!!:D

13. kolejki PlusLigi w naszym posiadaniu.

MAMY BILETY Asseco MAMY BILETY, MAAAAAAAAAAAAMY BILEEEEEEEEEEEEEEEEEEEETY Asseco MAMY BILEEEEEEEEETY! :D

Czyli za 12 dni Krzyś again:)))
Yeeeaaahhhh!!!:)

piątek, 7 grudnia 2012

Kierat zatrzymany

Woły do obory, znaczy woń weekendu wyraźnie wyczuwalna. Wszelkie sprawy wkurzające można odłożyć do poniedziałku.

Dlaczego najlepsze pomysły na post rodzą się w mojej głowie w drodze z pracy do domu, kiedy ledwo na oczy widzę i nie mam siły od razu ich zapisać, a jak już mam siłę zapisać, to nie mam pomysłu? A może po prostu po odpoczynku twórcze emocje ze mnie opadają? Może jestem typem twórcy, który działa tylko w afekcie "popracowym"? Może już w ogóle rośnie mi ogon i zamieniam się w produkującego papierki woła, który nie funkcjonuje, kiedy się go odczepia od pługa???
;)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Po przejażdżce...

...wyczekiwanym i od dawna zaplanowanym "Moim rowerem". Mój prosty umysł i gust wiejskiej dzieweczki daje znak, że to była całkiem fajna i sympatyczna przejażdżka.:) Wprawdzie "Pan Dziś Nie w Sosie" już przed wyjściem z domu stwierdził, że mu się nie chce iść, bo to jakiś głupi film o facetach na łódce i po powrocie zdaje się nie zmieniać zdania, a wręcz oznajmił, że moglibyśmy wreszcie pójść na coś wesołego! Według mnie to w zasadzie było "coś wesołego" (ostatecznie przecież Żmijewski jakby dogadał się z dwoma pozostałymi, bo to stanowiło główny problem), może nie komedia, ale z pewnością weselsze niż ubiegłotygodniowe "Pokłosie". A i z tezą o facetach na łódce się zgadzam, tylko że wszyscy dryfujemy na takiej łódce, jak bohaterowie filmu. Na łódce zwanej ŻYCIEM!:)
Jakby tak podsumować moje "niezaczęte" nawet na dobre rozważania ;) to 5/6. Ostatecznie zwycięża to lżejsze, bliższe mi (przynajmniej z założenia) podejście do życia i w takim tonie utrzymany jest cały film. Nie brakuje jednak i momentów, które śmiało ( i całkiem poważnie ) można potraktować jako życiowe motto. A scena, w której Maciuś oznajmia, że będzie miał dziecko jest dużo zabawniejsza niż w zapowiedziach TVN.:)
Słowem - głupi film o facetach na łódce był całkiem fajny i niegłupi, także dla zrelaksowania - polecam, przynajmniej tym, którzy nie plują jadem na produkcje typu "Nigdy w życiu" czy  "Ja Wam pokażę" i podobnie jak ja, zakładają, że w naszym świecie rzeczywistym jest już tyle gówna na każdym kroku, że sztuka ma być przede wszystkim metodą na relaks i odpłynięcie w świat idealny.;) W życiu i w pracy aż kipi od ambicji, dlatego w wolnych chwilach stawiam na stuprocentową "nieambicję", niczym Włodek w "Mam rower". No, może prawie tak jak on, wszak bimbrem się nie leczę.;)
A na koniec - uśmiech tygodnia.:)


niedziela, 2 grudnia 2012

No i się zaczęło!

Ba - zaczęło się zaraz po Wszystkich Świętych, ale dziś, kiedy ogłoszono adwent, to już jakby przeddzień Wigilii. Aż kipi od bombek, choinek, wianków, świeczek, rybek i wszelkich innych bożonarodzeniowych tematów.
A ja się wcale nie cieszę...
Jeszcze nie tak dawno byłam pierwsza do tego wszystkiego, ale od kilku lat przysparza mi to tylko stresów i to od początku grudnia. Zawsze było super, ale od czasu, w którym Święta zaczęły być momentem, gdy rozjeżdżamy się oboje w dwie strony, zrobiło się trudniej. Fatalnie zrobiło się w ubiegłym roku, kiedy            "(nie)świadoma praw i obowiązków" zostałam uświadomiona, że TERAZ należałoby ustalić jakiś chory harmonogram świąteczno-wigilijny. Raz tu, raz tam, potem znów odwrotnie. Co gorsza, bez względy na to czy tu, czy tam, zawsze będzie źle.Taki konflikt rodem z Sofoklesa.
Nie ma dobrego wyboru, obojętnie, gdzie bym pojechała albo nawet nie pojechała nigdzie na Wigilię, zawsze będę miała poczucie winy, że nie ma mnie w tym drugim miejscu. A w dwóch naraz być się nie da...
Dla ludzi z nie do końca docięta pępowiną Wigilia poza domem jawi się jako wewnętrzne zabójstwo. I dlatego każdy kolejny świąteczny akcent ostrzem wbija się w mój mózg i boleśnie przypomina, że muszę dokonać jakiegoś wyboru.
Póki co, na temat opuszczona jest dyskretna zasłona milczenia, wojna rozpęta w momencie, kiedy ktoś pierwszy odważy się unieść jej skrawek...

Kiepskie uczucie nie cieszyć się tym, czym cieszy się 90% populacji.

Week(niby)end

Jak się zaczęło w poniedziałek, tak się niby skończyło, ale w zasadzie wcale nie.
Tydzień był wyjątkowo ciężki, nie dało się chodzić spać przed północą. Miałam nadzieję, że choć dziś będzie można liczyć na odrobinę relaksu i nawet się na to zanosiło - miło, rodzinnie, wesoło. Szkoda tylko, że skończyło się tak samo, jak zawsze wtedy, kiedy jest miło, rodzinnie i wyjątkowo wesoło... Niestety z czasem boli i przeszkadza mi to coraz bardziej.

Mam wrażenie, że już w kilku dzbanach brakuje tylko kropli, która je przeleje...

Umiesz liczyć, licz na siebie - nawet albo szczególnie w małżeństwie.