Bynajmniej nie Herlinga - Grudzińskiego i bynajmniej nie w odległych przestworzach. Ot - za miedzą.
Naprawdę są na tym świecie ludzie, którzy zarządzają grupą innych ludzi i głoszą teorię pt: "Kochani, nie dajcie się zwariować!"
Ciągle mi się wydaje, że się nie daję, ale jak wkraczam "w normalność" to zaczynam zauważać, że czuję się jak więzień, który wyszedł z pewnych niechlubnych miejsc w naszej historii i nie do końca pamięta, co jest naprawdę ważne. Może to nawet nie tak, że o tym zapominam, ale raczej nie mam odwagi "postawić się systemowi".
Niby to śmieszne, ale chyba naprawdę nie do końca normalne... I pomyśleć, że to "ludzie ludziom...", a można całkiem nieźle funkcjonować i bez tego.
A może to tylko zasada "cudzie chwalicie"?
Oj,chyba nie...
O mnie
- pyza
- "Jeśli jesteś uwięziony pomiędzy tym, co czujesz, a tym, co wypada zrobić i co pomyślą inni, zawsze wybieraj to, co może sprawić, że będziesz czuł się szczęśliwy. Chyba, że chcesz, by szczęśliwi byli wszyscy oprócz Ciebie!" Nie odkładam marzeń. Odkładam na marzenia:)
poniedziałek, 12 listopada 2012
niedziela, 11 listopada 2012
Wspomnień czar
Atmosfera ogólnych wspominek zagościła w naszym domu. U mnie to skutek ostatnich wydarzeń i ostatnich przemyśleń, u małżonka nie znam przyczyn, ale coś go naszło na studniówkę. Ja natomiast, także pod wpływem Pani S., która niedawno opowiadała o zwiezieniu swego wiana do małżeńskiego gniazdka, również zdecydowałam się zapakować tomy swoich dzienników i przywieźć do siebie. Dwie reklamówki ledwo to zmieściły, ale mam i zaśmiewam się do łez. :D 10 lat mojej codziennej twórczości, czyli kawał życia.:) Jak widać chyba jednak jestem uzależniona od takich notatek, bo jednak mój blog działa, choć to już jednak co innego niż długopis i cowieczorne notatki do poduchy.:)
Zdecydowanym faworytem do najmilszych wspomnień są czasy liceum i wzwyż.:)
"Ale to już było..." I jest uwiecznione!:D
Zdecydowanym faworytem do najmilszych wspomnień są czasy liceum i wzwyż.:)
"Ale to już było..." I jest uwiecznione!:D
piątek, 9 listopada 2012
Bo chwilą warto żyć!
wybierz swoją drogę,
ale ufaj swej fantazji,
daj się ponieść wyobraźni,
wtedy każdy Twój dzień
stanie się słonecznym dniem,
a minuta to jak wieczność,
w której każda chwila to szaleństwo !"
:)
Zaksa vs Jastrzębski :)))
środa, 7 listopada 2012
Btw
Pomijając okoliczność, w jakiej spotkałam dziś ludzi z klasy i ze szkoły, stwierdzam, że naprawdę się starzejemy. Otóż zauważyłam, że moje stare miłości i nie tylko, które onegdaj były młodymi i zwinnymi chłopaczkami, powoli wchodzą w dość zaawansowane stadium bycia bardzo dorosłymi mężczyznami, żeby nie powiedzieć starymi chłopami. Prawie wszyscy mają z 15 kilo więcej i w ogóle nie zawsze potrafiłam włożyć ich do odpowiedniej szufladki, czyli niby znam, ale nie wiem, skąd. Nawet moja największa, wieloletnia miłość nie zrobiła już na mnie takiego wrażenia, jak 10 lat temu.
Z dumą dodam (niech ma ten dzień jakiś pozytywny aspekt), że koleżanki w zasadzie się nie zmieniły, mam nadzieję, że ja też niewiele, choć niestety od tych czasów jednak przybyło mi ekhhmmmmmmm kilogramów.
Cóż no..."czas nie będzie na nas czekał".
Gdyby tak nie czekały na mnie też te różne słodkości, przez które pyzacieję...
;)
Z dumą dodam (niech ma ten dzień jakiś pozytywny aspekt), że koleżanki w zasadzie się nie zmieniły, mam nadzieję, że ja też niewiele, choć niestety od tych czasów jednak przybyło mi ekhhmmmmmmm kilogramów.
Cóż no..."czas nie będzie na nas czekał".
Gdyby tak nie czekały na mnie też te różne słodkości, przez które pyzacieję...
;)
Vanitas vanitatum...:(
To brzmi jak tragiczna parafraza tytułu brytyjskiej komedii. W tym roku miały być 3 wesela, a nie trzy pogrzeby i jedno wesele, na którym można było się bawić...
Wiedziałam, byłam świadoma tego, że kiedyś nasze klasowe spotkania przeniosą się na taki grunt. Wiedziałam, że nadejdzie taki czas, kiedy będziemy się widywać z okazji wykreślania kolejnych uczniów naszej klasy z listy obecnych na tym świecie. To wszystko jest oczywiste, nie sądziłam tylko, że nastąpi już teraz! Nie sądziłam, że tak szybko pojawi się osoba, którą zobaczę już tylko na zdjęciach klasowych:(
Trzecia niespokojna noc i dzień, tysiące wspomnień z jego udziałem, tysiące sytuacji w pamięci, które tak bardzo nie pasują do faktu, że już go nie ma... W zasadzie, to ja w to nie wierzę... To po prostu niemożliwe. Był jakiś pogrzeb, jakaś trumna, grały trąbki, ale przecież to nie mógł być on. W końcu jest młody, tak jak my, byliśmy w jednej klasie, pamiętam doskonale, jak siedzieliśmy razem na angielskim, niestety oboje byliśmy gadułami, czego pani pewnego razu nie wytrzymała i za karę kazała nam prowadzić kolejną lekcję:) Przecież moi znajomi ze szkoły jeszcze nie umierają!!!
Nie umierali... Do tej pory ;(
Znowu czuję się, jakby ktoś włożył szpileczkę w mój napompowany balonik. I co tam jakiś konkurs, co tam jakiś egzamin, co tam jakieś scenariusze lekcji... Jakie to wszystko ma znaczenie? Wszystko na tym świecie jest tak cholernie kruche i nietrwałe. Jak to pogodzić z naszą wiarą, z przekonaniem, że TAM wszyscy się spotkamy. Jak to zaakceptować, skoro tutaj ich już nie ma? Jak wierzyć w to, że nadal są obok?
Może chcą nam tym samym powiedzieć, jak mamy żyć, przypomnieć, że każdy kolejny dzień jest darem i trzeba go tak traktować, celebrować, czcić, a nie zatruwać niepotrzebną goryczą?
Nie wiem, dziś nie wiem już nic, nie mam siły na nic. To był trudny dzień...
Cieszmy się tym, co mamy. "Popatrz, jak szybko mija czas..."
Żegnaj [*]
poniedziałek, 5 listopada 2012
Spontaniczny plan:)
Pomysł, trzy telefony, ekipa, kilka kliknięć w klawiaturę, jeden przelew i całkowite usprawiedliwienie tego wyjazdu trudnym tygodniem.
Fajnie znów mieć w planie coś, dzięki czemu uśmiecham się sama do sobie. Zawsze podobała mi się atmosfera rozkrzyczanych kibiców, a teraz polubiłam jeszcze klaskacze:)))
Tylko komu właściwie tym razem kibicujemy: Zaksie czy Jastrzębskiemu?
Piątek! Like it!:)))
Fajnie znów mieć w planie coś, dzięki czemu uśmiecham się sama do sobie. Zawsze podobała mi się atmosfera rozkrzyczanych kibiców, a teraz polubiłam jeszcze klaskacze:)))
Tylko komu właściwie tym razem kibicujemy: Zaksie czy Jastrzębskiemu?
Piątek! Like it!:)))
sobota, 3 listopada 2012
Czosnkula i grzaniec
I żółtko, które skonsumowałam nie tak, jak należało. O zgrozo - nawet dwa! Poniewczasie uświadomiono mi, że należało je jednak wrzucić do zupki i wymieszać, a nie dziubdziać łyżeczką z miseczki i moczyć w zupce albo i zeżreć na surowo!
Cóż no...góralskie faux pas! Zresztą tak mi doradził góral z ojca, matki i dziada, pradziada! Rozumiem, że trójka nizinnych nie wie, co zrobić z żółtkiem do czosnkuli, ale żeby rdzenny wyżyniok!!! I jeszcze mnie przekonywał, że to żółtko to dla zniwelowania zapachu czosnku. Ba, nawet z Nizinniaczką doszłyśmy do wniosku, że ją bardziej pali zupa, bo nie zjadła żółtka, a mnie nie pali, bo dobrodusznie wtranżoliłam dwa! W teorii więc wszystko pasowało.:D
Tylko jakoś momentalnie mnie w żołądku zakręciło, jak się dowiedziałam, że nie miałam zjadać żółtek na surowo...
Poza małą wpadką kulinarną przyznaję, że jak dla mnie czosnkula prima sort, camembert w panierce też, o grzańcu nie wspomnę, choć trzeba przyznać, że w tym cieple tkwi zdradliwość napoju.:)
Szkoda, że mój Wyżynny rzadko daje mi obcować z górskim klimatem rozumianym inaczej niż widok góry z balkonu (piękny zresztą widok) i smak Żywca z Auchan...;]
A tak abstrahując od tematu, refleksja pracownicza: niektórzy wysoko postawieni naprawdę mogliby przynajmniej w takie dni dać sobie spokój z kręceniem gitary "arcyważnymi" papierkami... Ja w każdym razie otwieram bunt i w dalszą część swojej długoweekendowej podróży nie zabieram ani centymetra kwadratowego dokumentów z pracy.Only relaks.
Cóż no...góralskie faux pas! Zresztą tak mi doradził góral z ojca, matki i dziada, pradziada! Rozumiem, że trójka nizinnych nie wie, co zrobić z żółtkiem do czosnkuli, ale żeby rdzenny wyżyniok!!! I jeszcze mnie przekonywał, że to żółtko to dla zniwelowania zapachu czosnku. Ba, nawet z Nizinniaczką doszłyśmy do wniosku, że ją bardziej pali zupa, bo nie zjadła żółtka, a mnie nie pali, bo dobrodusznie wtranżoliłam dwa! W teorii więc wszystko pasowało.:D
Tylko jakoś momentalnie mnie w żołądku zakręciło, jak się dowiedziałam, że nie miałam zjadać żółtek na surowo...
Poza małą wpadką kulinarną przyznaję, że jak dla mnie czosnkula prima sort, camembert w panierce też, o grzańcu nie wspomnę, choć trzeba przyznać, że w tym cieple tkwi zdradliwość napoju.:)
Szkoda, że mój Wyżynny rzadko daje mi obcować z górskim klimatem rozumianym inaczej niż widok góry z balkonu (piękny zresztą widok) i smak Żywca z Auchan...;]
A tak abstrahując od tematu, refleksja pracownicza: niektórzy wysoko postawieni naprawdę mogliby przynajmniej w takie dni dać sobie spokój z kręceniem gitary "arcyważnymi" papierkami... Ja w każdym razie otwieram bunt i w dalszą część swojej długoweekendowej podróży nie zabieram ani centymetra kwadratowego dokumentów z pracy.Only relaks.
Subskrybuj:
Posty (Atom)