Wreszcie weekend, można spuścić z tonu, ogarnąć dom, uporządkować szafy ( wszak dorobiłam się nowej, wymarzonej ) i ogólnie odetchnąć. Nie wiem jeszcze, jak uda mi się to wszystko zrobić, ale postaram się.;) Właściwie tydzień fajny i niefajny, taka tam mieszanka. Ale zaczął się genialnie, bo od wielkiej opolskiej wyprawy pachnącej czekoladą z pomarańczą z Yves Rocher;) A wyprawa sama w sobie udowodniła jedną, istotną kwestię - że choć już "z wielu pieców się jadło chleb", to wcale, tu cytat, "nie posunęłyśmy się w latach". Szczęśliwie tych sześciu lat na nas nie widać.:) Więc jesteśmy raczej jak wino. I to z dobrego szczepu! ;)
O mnie
- pyza
- "Jeśli jesteś uwięziony pomiędzy tym, co czujesz, a tym, co wypada zrobić i co pomyślą inni, zawsze wybieraj to, co może sprawić, że będziesz czuł się szczęśliwy. Chyba, że chcesz, by szczęśliwi byli wszyscy oprócz Ciebie!" Nie odkładam marzeń. Odkładam na marzenia:)
piątek, 21 listopada 2014
poniedziałek, 3 listopada 2014
A takie tam zmiany;)
Na razie dotyczą tylko szablonu. Ale nie tylko szablonu bloga... Będzie więc nieszablonowo. Blogowy szablon - nie - szablon jaki jest, każdy widzi, a reszta przyjdzie z czasem.:) Póki co przychodzą bohaterowie przeszłości. Nie, nie zwariowałam, po prostu wpadam na ludzi, których daaawno w moim życiu nie było. I we śnie, i na jawie. Ot - jesień. Tak często wygląda moja jesień. Choć lato pod tym względem też było ciekawe. Taki jakiś rok.:)
środa, 29 października 2014
Prawda, panie Krasicki!
Przy okazji przygotowywania się do lekcji:
Ignacy Krasicki
Lew i zwierzęta
Gdy się wszystkie zwierzęta u lwa znajdowały,
Był dyskurs: jaki przymiot w zwierzu doskonały.
Słoń roztropność zachwalał, żubr mienił powagę,
Wielbłądy wstrzemięźliwość, lamparty odwagę;
Niedźwiedź moc znamienitą, koń ozdobną postać,
Wilk staranie przemyślne, jak zdobyczy dostać,
Sarna kształtną subtelność, jeleń piękne rogi,
Ryś odzienie wytworne, zając rącze nogi;
Pies wierność, liszka umysł w fortele obfity,
Baran łagodność, osieł żywot pracowity.
Rzekł lew, gdy się go wszyscy o zdanie pytali:
„Według mnie ten najlepszy, co się najmniej chwali”.
piątek, 24 października 2014
Romantyczna kolacja...
No to zebraliśmy się w piątkowy wieczór z mężem pierwszym i dotąd jedynym. Że niby tacy wiecznie młodzi, zakochani, żądni rozmów tylko we dwoje w zaciszu urokliwych kawiarenek miasta powiatowego. ;) A przy okazji, i chyba przede wszystkim, żeby nie gotować w piątek. Idziemy więc. Wrzucam na siebie biały sweterek z koronki, pod spód czarną bluzkę, bo widziałam w internetach, że tak się teraz noszą modowe vlogerki, blogerki i inne takie. Skoro romantyzm aż bucha (hie hie), to pytam męża, jak znajduje stylizację mą na topie. A mąż na to, z miną skrywającą kolaż obojętności, pośpiechu i kompletnego niezainteresowania, odpowiada:
- Bo ja wiem... normalnie... tak jakoś jak w obrusie.
I nie dość, że romantyzm trafiło, to jeszcze wyszło na to, że normalnie to ja się w obrusy ubieram...
;)
środa, 22 października 2014
Dwa słowa o wyższych sferach
Już to kiedyś cytowałam, ale powtórzę raz jeszcze po Kalicińskiej:
Piękna inteligencja nam teraz rośnie, niby to umie jeść nożem, widelcem, pałeczkami nawet, a słoma z butów się sypie, bo frak, jak mówi Gieniu, dobrze leży dopiero w czwartym pokoleniu.
Czasem aż przerażenie ogarnia, kim są ci "lepsi", co to niby jedzą nożem i widelcem i... tyle.
wtorek, 14 października 2014
Veni, vidi, vici :)
Po prawie nieprzespanej nocy ( sen pożegnał się ze mną o 4:17 ) z powodu stresu przed organizowaną przeze mnie akademią, rano veni do pracy.
Po kolejnej próbie, która, bądźmy szczerzy, czterech liter nie urywała, ale miała znamiona przyzwoitości z pewnością bardziej dostrzegalne niż wczoraj, i po kilku zawirowaniach organizacyjnych, obejrzałam "swój" kabarecik przygotowywany z grupką młodych dam i kawalerów przez 2 tygodnie i to było dzisiejsze "vidi".
Akademia, nie rokująca dużego sukcesu, jednakże go odniosła, a skecz o sfrustrowanej nauczycielce, był dłuuugo i gromko oklaskiwany, a nawet krzyczano "Bis, bis!" (to krzyczały moje koleżanki, które wiedzą, że odchorowuję emocjonalnie każdą swoją akademię i które na ogół mnie lubią, niemniej jednak miło;) ). A potem zajęłyśmy pierwsze miejsce z dwiema koleżankami, które mnie właśnie lubią, w intelektualnym torze przeszkód, zgotowanym nam przez podopiecznych. I to było moje podwójne "vici".
Teraz pozostaje tylko chwalić Pana, że ten uroczysty Dzień Nauczyciela mam za sobą.
Bo grunt to poświętować...;)
Dlaczego nie prowadzę "Dzień Dobry TVN"?
Takie pytanie zadaję sobie w każdy poniedziałkowy poranek, kiedy "otulona" tąż właśnie śniadaniówką szykuję się do pracy na godzinę, powiedzmy, późnoporanną (co, raz w tygodniu mogę!). Tak się jakoś składa, że zazwyczaj w poniedziałek na ekranie goszczą moi, i pewnie nie tylko moi, ulubieńcy - duet Wellman & Prokop. No i się zaczyna. Raz, że to poniedziałek, więc człowiek rano bardziej wkurzony niż w piątek. Dwa, że każdy z ostatnich tygodni był tygodniem z perspektywą np.dłuuugiej środy, rady szkoleniowej, odrabiania w weekend, popołudniowej próby trzy razy w tygodniu alby innych "bonusów", a to jeszcze bardziej podsycało mój układ nerwowy. Trzy, że te cholerne weekendy tak szybko mijają. Cztery, że "DD TVN" kończy się akurat wtedy, kiedy ja w poniedziałek zaczynam, a więc gdybym była Wellman lub Prokopem (dobra, raczej Wellman;) ), to miałabym fajrant, a będąc kim jestem, dopiero zaczynam. Po piąte i dziesiąte, i każde kolejne, oni mają taką fajną pracę. Przecież ja też miewam gadane i ciętą ripostę, ja też miewam poczucie humoru i umiem opowiadać głupoty, ja też umiem się wydurniać, ja też chciałam być dziennikarzem, ja też w końcu przygotowałabym taki materiał jak Filip Chajzer (dobra, może trochę musiałabym poćwiczyć), ja też jestem po komunikacji publicznej, ja też umiem wkręcać ludzi i ja też chciałabym pracować w takim cudownym gronie zawsze przyjaznych, zgranych, uśmiechniętych i lubiących się wzajemnie ludzi, i mieć taki twórczy zawód...
Nie wiem tylko, czy ja też chciałabym zaczynać pracę nad ranem i nie wiem, czy ci ludzie w mediach poza kamerami to też się tak wszyscy kochają, i czy chciałabym żyć pod presją czasu, i być osobą publiczną, i żeby mnie z rana pudrowali, i żeby pisali o mnie każdego dnia na chatach i forach, i żeby mnie wszyscy oceniali, i brali ze mnie przykład ( o zgrozo! ), i żebym musiała zdawać egzaminy z wyraźnego mówienia i szerokiego otwierania ust. Wiem tylko jedno - że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
No, ale jeśli TVN będzie nalegał... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)