O mnie

"Jeśli jesteś uwięziony pomiędzy tym, co czujesz, a tym, co wypada zrobić i co pomyślą inni, zawsze wybieraj to, co może sprawić, że będziesz czuł się szczęśliwy. Chyba, że chcesz, by szczęśliwi byli wszyscy oprócz Ciebie!" Nie odkładam marzeń. Odkładam na marzenia:)

środa, 22 października 2014

Dwa słowa o wyższych sferach

Już to kiedyś cytowałam, ale powtórzę raz jeszcze po Kalicińskiej:

Piękna inteligencja nam teraz rośnie, niby to umie jeść nożem, widelcem, pałeczkami nawet, a słoma z butów się sypie, bo frak, jak mówi Gieniu, dobrze leży dopiero w czwartym pokoleniu.

Czasem aż przerażenie ogarnia, kim są ci "lepsi", co to niby jedzą nożem i widelcem i... tyle. 

wtorek, 14 października 2014

Veni, vidi, vici :)

Po prawie nieprzespanej nocy ( sen pożegnał się ze mną o 4:17 ) z powodu stresu przed organizowaną przeze mnie akademią, rano veni do pracy.
Po kolejnej próbie, która, bądźmy szczerzy, czterech liter nie urywała, ale miała znamiona przyzwoitości z pewnością bardziej dostrzegalne niż wczoraj, i po kilku zawirowaniach organizacyjnych, obejrzałam "swój" kabarecik przygotowywany z grupką młodych dam i kawalerów przez 2 tygodnie i to było dzisiejsze "vidi".
Akademia, nie rokująca dużego sukcesu, jednakże go odniosła, a skecz o sfrustrowanej nauczycielce, był dłuuugo i gromko oklaskiwany, a nawet krzyczano "Bis, bis!" (to krzyczały moje koleżanki, które wiedzą, że odchorowuję emocjonalnie każdą swoją akademię i które na ogół mnie lubią, niemniej jednak miło;) ). A potem zajęłyśmy pierwsze miejsce z dwiema koleżankami, które mnie właśnie lubią, w intelektualnym torze przeszkód, zgotowanym nam przez podopiecznych. I to było moje podwójne "vici".
Teraz pozostaje tylko chwalić Pana, że ten uroczysty Dzień Nauczyciela mam za sobą.
Bo grunt to poświętować...;)

Dlaczego nie prowadzę "Dzień Dobry TVN"?

Takie pytanie zadaję sobie w każdy poniedziałkowy poranek, kiedy "otulona" tąż właśnie śniadaniówką szykuję się do pracy na godzinę, powiedzmy, późnoporanną (co, raz w tygodniu mogę!). Tak się jakoś składa, że zazwyczaj w poniedziałek na ekranie goszczą moi, i pewnie nie tylko moi, ulubieńcy - duet Wellman & Prokop. No i się zaczyna. Raz, że to poniedziałek, więc człowiek rano bardziej wkurzony niż w piątek. Dwa, że każdy z ostatnich tygodni był tygodniem z perspektywą np.dłuuugiej środy, rady szkoleniowej, odrabiania w weekend, popołudniowej próby trzy razy w tygodniu alby innych "bonusów", a to jeszcze bardziej podsycało mój układ nerwowy. Trzy, że te cholerne weekendy tak szybko mijają. Cztery, że "DD TVN" kończy się akurat wtedy, kiedy ja w poniedziałek zaczynam, a więc gdybym była Wellman lub Prokopem (dobra, raczej Wellman;) ), to miałabym fajrant, a będąc kim jestem, dopiero zaczynam. Po piąte i dziesiąte, i każde kolejne, oni mają taką fajną pracę. Przecież ja też miewam gadane i ciętą ripostę, ja też miewam poczucie humoru i umiem opowiadać głupoty, ja też umiem się wydurniać, ja też chciałam być dziennikarzem, ja też w końcu przygotowałabym taki materiał jak Filip Chajzer (dobra, może trochę musiałabym poćwiczyć), ja też jestem po komunikacji publicznej, ja też umiem wkręcać ludzi i ja też chciałabym pracować w takim cudownym gronie zawsze przyjaznych, zgranych, uśmiechniętych i lubiących się wzajemnie ludzi, i mieć taki twórczy zawód...
Nie wiem tylko, czy ja też chciałabym zaczynać pracę nad ranem i nie wiem, czy ci ludzie w mediach poza kamerami to też się tak wszyscy kochają, i czy chciałabym żyć pod presją czasu, i być osobą publiczną, i żeby mnie z rana pudrowali, i żeby pisali o mnie każdego dnia na chatach i forach, i żeby mnie wszyscy oceniali, i brali ze mnie przykład ( o zgrozo! ), i żebym musiała zdawać egzaminy z wyraźnego mówienia i szerokiego otwierania ust. Wiem tylko jedno - że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. 
No, ale jeśli TVN będzie nalegał... ;)

piątek, 3 października 2014

300 :)

I tym sposobem chłopcy z 1b przypadkowo stali się bohaterami postu nr 300.:)

A skoro już było o wyjazdach, to jutro uroczyście inaugurujemy Plusligę 2014/2015. Na start Jastrzębski Węgiel vs BBTS Bielsko - Biała. :)

Czasem jest śmiesznie, czyli troska pierwszaków ;)

Dialogi uczniowsko - nauczycielskie. W roli głównej chłopcy z 1b.

D.: A czemu pani nie jechała z nami wczoraj na wycieczkę?
Ja: D., nie mogę jeździć na wszystkie szkolne wycieczki, przecież byłam z Wami ostatnio.
D.: Eeeeeee, ale szkoda, że pani nie jechała...
Ł.: No i dobrze, wie pani, jakie tam było błoto!

:D
To faktycznie całe szczęście, że nie jechałam. Szkolne wycieczki ogólnie mnie denerwują, a jak jest jeszcze błoto, to wkurzam się na dobre! ;)

Jadę za to w poniedziałek do teatru. I lepiej, żeby we Wrocku nie było błota. :D


poniedziałek, 22 września 2014

Odszczekuję :)

Powiem teraz wszem i wobec - nie byłam entuzjastką pana Antigi w roli trenera. "Nie byłam entuzjastką" to nawet delikatnie powiedziane, bo szczerze mówiąc, to myślałam, że w tym PZPS po prostu kogoś... nie powiem co.;) Nie byłam też nigdy fanką Mariusza Wlazłego i przez "moje" dwie Plusligi, a zwłaszcza przez tę pierwszą, nie dostrzegłam jakoś jego geniuszu. Nie byłam też zwolenniczką proszenia go o powrót do reprezentacji, choć bardziej niż to, zaskakiwał mnie jednak wybór trenera. Długo myślałam, że to jakiś żart, odpuściłam dopiero, kiedy w jednym z wywiadów Marcin Możdżonek powiedział: "Może w tym szaleństwie jest metoda?". Pomyślałam wtedy: "Obyś miał, Możdżon, rację. Może i jest." Nie byłam też dłuuugo zwolenniczką Zatorskiego zamiast Ignaczaka. Może to trochę subiektywne, no ale wolałam Krzysia.;) Mimo wszystko pojechałam do Wrocławia na mecz Polska - Mołdawia i tam pierwszy raz pomyślałam: "Panie Antiga, panie Wlazły, może się polubimy". ;) Pewności nabierałam od rozwalenia Brazylii w Lidze Światowej, poprzez dwa lipcowe mecze Polska - Iran w Gdańsku. Nabrałam jej do tego stopnia, że kiedy w Krakowie zobaczyłam obolałego Wlazłego, wyprowadzanego z hali, podczas gdy Bułgarzy nas ogrywali, pomyślałam: "No to mamy po mistrzostwach...". Potem usłyszałam, że nie będzie Kurka i też przez moment zastanawiałam się, czy Antiga zwariował. Przy tym jednak cały czas wierzyłam w Mikę. Widok Winiarskiego osuwającego się na parkiet w Atlas Arenie też nie zwiastował nic dobrego...
Choć nie byliśmy pewniakami, to przyznam, że i finał, i półfinał z Niemcami oglądałam w miarę spokojnie (popłakałam się dopiero na koniec;)), bo wtedy już wiedziałam, że złoto będzie nasze. Wiedziałam to od momentu pokonania Brazylii w ubiegły wtorek.:)
Teraz więc odszczekuję - Antiga się obronił, Wlazły jest geniuszem i Zatorski też jest niezły.:) Cieszę się, że w swojej może nie tak jeszcze długiej, ale za to prężnie rozwijającej się karierze kibica męskiej siatkówki, doczekałam się złotego medalu.:)))

niedziela, 7 września 2014

Machina ruszyła :)

I na dobre toczy się już od tygodnia.
Nie jest najgorzej. Plan najlepszy od dwóch lat, dzieciaki mniej lub bardziej, ale jednak wszystkie znośne, poniedziałki fajne i krótkie, ze wstawaniem nie ma problemów, hipochondria wakacyjna ustąpiła po przekroczeniu progu szkoły, władza ludowa, jak na władzę ludową, jeszcze sprzyja szarej masie, klasa "najtrudniejsza" puk puk puk w niemalowane, ale dziw aż bierze, że takie fajne dzieciaki. Element odosobniony wychodzi do ludzi, a jedyny set, jakiego przegraliśmy do tej pory na mistrzostwach świata to pierwszy set z Kamerunem... Słowem - wszystko stoi na głowie! ;)

Tylko za morzem tęsknię niezmiennie...